To sobie pozwolę zacytować tutaj ponieważ uważam za godne uwagi i merytoryczne.
TYTUS pisze:
Otóż chodzi mi o "smolenie nitów" (tak to się nazywa w żargonie techników). Cała konstrukcja samolotu podczas lotu jest poddawana rozmaitym naprężeniom i drganiom. Nity tego nie wytrzymują i luzują się. Poruszając się w otworach wycierają się i powstaje pył (aluminiowy czy jakiś inny, zależy od materiału użytego do budowy). Poluzowane nity, patrząc gołym okiem zupełnie niczym nie różnią się od tych "sprawnych" nie poluzowanych więc ciężko stwierdzić, że coś jest nie tak. Szydło wychodzi z worka dopiero podczas lotu, kiedy woda wymywa ten pył, lub podczas mycia płatowca. Powstaje taka czarna smuga. To samo dotyczy łączenia blach (nieważne czy są łączone czołowo, czy na zakładkę). Zjawisko to jest bardzo przydatne, ponieważ tak jak już pisałem trudno "organoleptycznie" stwierdzić czy nit jest poluzowany, czy nie, a kiedy "smoli" wiadomo, że coś jest nie tak. W praktyce wygląda to tak, że jeżeli smolą nity mniej istotne i jest ich niewiele, nic się z tym nie robi, jeżeli są to nity na elementach siłowych i jest tego dużo, płatowiec nadaje się do remontu. Doskonały przykład smolenia to właśnie wszelkiej maści zapinki "dżusy" śruby. One smolą jeszcze bardziej, ale to wynika ze specyfiki takiego połączenia, jest ono luźniejsze niż połączenia nitowane. Prawdopodobnie uprzedzę twoje pytanie/ripostę i napiszę, że nie jest możliwe aby "smoliła" powiedzmy cała linia nitów. Taka sytuacja byłaby niedopuszczalna. Smolą zwykle pojedyncze sztuki. Tyle o przezabawnie cieknących nitach. Mam nadzieję, że jakoś w miarę logicznie wyjaśniłem o co mi chodzi.