Re: Samoloty się jednak brudzą (WWII)
: śr 12 wrz 2012, 16:14
Slash pisze:Ten B-25 to któryś okrągły egzemplarz i wszyscy z fabryki się podpisali. Tak samo było ...i z pięciotysięczną B-17.

Slash pisze:Ten B-25 to któryś okrągły egzemplarz i wszyscy z fabryki się podpisali. Tak samo było ...i z pięciotysięczną B-17.

Na wrakach maszyn po przejściach, stojących miesiącami pod chmurką. Ten z tyłu jest po przymusowym lądowaniu, które zakończyło jego karierę. Znajdź to samo na Mustangu będącym w aktywnej służbie.tankmania pisze:Achtuntg! Nity smiesznie wyciekają.
TYTUS pisze: Otóż chodzi mi o "smolenie nitów" (tak to się nazywa w żargonie techników). Cała konstrukcja samolotu podczas lotu jest poddawana rozmaitym naprężeniom i drganiom. Nity tego nie wytrzymują i luzują się. Poruszając się w otworach wycierają się i powstaje pył (aluminiowy czy jakiś inny, zależy od materiału użytego do budowy). Poluzowane nity, patrząc gołym okiem zupełnie niczym nie różnią się od tych "sprawnych" nie poluzowanych więc ciężko stwierdzić, że coś jest nie tak. Szydło wychodzi z worka dopiero podczas lotu, kiedy woda wymywa ten pył, lub podczas mycia płatowca. Powstaje taka czarna smuga. To samo dotyczy łączenia blach (nieważne czy są łączone czołowo, czy na zakładkę). Zjawisko to jest bardzo przydatne, ponieważ tak jak już pisałem trudno "organoleptycznie" stwierdzić czy nit jest poluzowany, czy nie, a kiedy "smoli" wiadomo, że coś jest nie tak. W praktyce wygląda to tak, że jeżeli smolą nity mniej istotne i jest ich niewiele, nic się z tym nie robi, jeżeli są to nity na elementach siłowych i jest tego dużo, płatowiec nadaje się do remontu. Doskonały przykład smolenia to właśnie wszelkiej maści zapinki "dżusy" śruby. One smolą jeszcze bardziej, ale to wynika ze specyfiki takiego połączenia, jest ono luźniejsze niż połączenia nitowane. Prawdopodobnie uprzedzę twoje pytanie/ripostę i napiszę, że nie jest możliwe aby "smoliła" powiedzmy cała linia nitów. Taka sytuacja byłaby niedopuszczalna. Smolą zwykle pojedyncze sztuki. Tyle o przezabawnie cieknących nitach. Mam nadzieję, że jakoś w miarę logicznie wyjaśniłem o co mi chodzi.
Natomiast to jest dowód, że na skrzydłach nie mogło być błota. Ponieważ regulamin obsługi samolotów RAF przewidywał do takich prac w taką pogodę lewitujących mechaników.Grzegorz2107 pisze:Zima , lub wiosna 1945, gdzieś na lotnisku polowym w Holandii. Daleko od Wimbledonu.Arkady72 pisze:Wimbledon przed sianiem trawy:


Czarny pisze:Marku, fajna fotka, ale zaraz i ta pojawi się tu nasz lekarzyna żeby wziąć cię na kozetkę, przeciez to nie możliwe, żeby to był bród.
i.
Jeśli to zdjęcie z lata 1940, to noszenie hełmów miało jednak uzasadnienie.Robert P pisze:A czemu ta obsługa robi swoje czynności w tych ostrych rondlach? Przecież wszystko porysują. Pod obstrzałem to robią?