Muzeum składa się z kilku nowych i starych budynków (w tym dwóch lokomotywowni, bo pociągów jest tu najwięcej) oraz ekspozycji terenowej. Jako że na zwiedzanie mieliśmy niewiele czasu, z bólem odpuściliśmy z żoną wystawy przybliżające oglądającemu arkana sztuki jubilerskiej, browarnictwa, historii telefonu i przemysłu cukrowego (żona płacze do dziś, ale jakieś priorytety trzeba zaś mieć). Zostały wystawy statkowe, samolotowe, pociągowe i samochodowe.
Generalnie muzeum jest ciekawe dla modelarza, bo modele stanową ogromną część eksponatów (na statkowej wystawie szczególnie, z wiadomych względów).
Poczynając zatem w kolejności zwiedzania:
ŁUTKI
Dwa i pół piętra modeli, kawałków statków, zdjęć, drewnianych łódek, plastikowych łódek, maszyn parowych, modeli maszyn parowych itp. Ciekawostką jest holownik wstawiony w całości do hali. Nie robiłem zdjęcia, nawet nie wiem czemu. Za to zrobiłem zdjęcie modelowi holownika, bo ponieważ:

Niemcy znają się na rzeczy. Praktycznie cała wystawa to dziesiątki modeli obrazujących historię statku jako takiego. Jedne duże drugie małe. Duże żaglowce każdy widział, a tam mają jeszcze oprócz tego małe.





Jak się wlezie te dwa piętra do góry zaczynają się
SAMOLOTY




Dużo samolotów całych i popsutych, a nawet połamanych.




Całych jest oczywiście więcej, te które mi się szczególnie spodobały rzecz jasna obzdjęciowałem.



Była też Ciotka Ju z ciekawie pokazanymi wariantami malowania - rzutniczek i pokaz slajdów.



No i coś co mi się podobało najbardziej, czyli Salamander. Piękny jest ten samolot!





Po obejrzeniu samolotów trzeba zleźć z powrotem na poziom ziemi bo tam są
CIUCHCIE
Cała horda ciuchci stojących w ścisku i duszącym aromacie smarów. Ciężko je fotografować, bo stoją blisko siebie i są duże, jak to ciuchcie.










Prócz ciuchci oczywiście są tu też i modele. Też duże i małe. Na przykład kolekcja modeli KLASYCZNYCH parowozów wystruganych własnonożnie ze skrzynek po cytrusach. Ładniutkie są.


No i większe rzeczy


A do tego przepiękna makieta którejś tam stacji Berlina, po której może jeździć cała chmara ciuchci. Szkoda że nie jeździły jak tam byłem. Hańba. Ale za to hańba robiąca piorunujące wrażenie. Wariactwo w HO





Po wytoczeniu się z dusznej lokszupy warto poganiać po dworze (polu?) gdzie można popatrzeć na różności, a potem już spokojnie wleźć do budynku gdzie stoją
SAMOCHODY
W sumie najmniej ciekawa (z mojego punktu widzenia) część muzeum jaką oglądałem. Ot, stoją różne graty, wyczyszczone do połysku, na jednolitym tle, wyglądają jak trochę większe Buragoresoraki. Nawet Poloneza nie było, ani Żuka czy Nysy. Phi. Były jakieś takie trupy:







No i był piękny MOTÓR

I nieznana mi z nazwy ciężarówka dla Grzesia, co by mu się spodobała pewnie

I to by było na tyle. Polecam, Żanet Kaleta.
P.S. No i kilkaset metrów od muzeuma są najlepsze kebaby jakie żarłem, ponoć najlepsze w Berlinie
