Idę za ciosem, kolejny ulepek z hałdy gratów przygotowanych z grubsza do malowania. No i kolejny piaskowy. Sklejony "spudełka" - lista niezbędnych poprawek jakie trzeba byłoby zrobić żeby był prawdziwą miniaturą M51 jest zbyt długa jak dla mnie. Odświeżony stary model Dragona, poprawili zawieszenie HVSS (miliard części i durne sprężyny umożliwiające teoretyczną ruchomość), fakturę odlewu na kadłubie i wieży (tak, była przedtem jeszcze brzydsza!) oraz dorzucili trochę blach, z których spora część w ogóle nie daje się zastosować. Do tego spore problemy z dopasowaniem osłony transmisji do reszty kadłuba. Robota ciągnęła się dzięki temu jak jeżyna po dupsku. Zdecydowanie nie polecam. Stare Academy albo nowa Tamiya zdecydowanie fajniejsze.
Model pomalowany podkładem z czymś w rodzaju preshadingu. Jak wyjdzie, nie wiem. Próbować warto. Na to pójdzie sugerowany przez producenta kolor.
Nie wiem czy wy tam macie pole czy dwór, ale wyjdź przed chałupe naprzeciw słońca daj coś co światło dobija, ustaw się tak żebyś miał słońce po jednym boku człowieka, odbijacz po drugim boku człowieka i cyknij na próbe.
W rzeczywistości jest bardziej ciemny, ale faktycznie z lepszo żarówko więcej widać. Mam nadzieję że po pokolorowaniu wyjdzie mniej więcej to co chciałem.
Jeju, ostatnie zdjęcia z kwietnia. Wczoraj po remontach w chałupie wreszcie mi się udało odgruzować aerograf. Wymalował się czołg tak jak na poniższych zdjęciach. Farby Gunze nie mają faktycznie sobie równych. Cholera, fotki mi wychodzą ciągle kiepskie.
Wysmarowałem detale różnymi farbami, po czym zabrałem czołg na ogródek z nadzieją na lepsze zdjęcia. Ciut lepsze może i są, za to jestem już prawie pewien że obiektyw mi się zrąbał i nie ostrzy...