Jeśli można mówić o tym, że to ulubiona, bo jest to w sumie mój 8, a właściwie 7 model robiony na serio.
Jakiś czas temu "zaleciało" mnie na model F-100 Super Sabre, który jest tak brzydki, że aż piękny.
Czuję jakiś dziwny pociąg do tych paskudnych maszyn z najgorętszego okresu Zimnej Wojny, więc postanowiłem zrobić tego paskuda w malowaniu z wojny wietnamskiej.
Żeby był jeszcze bardziej złowrogi, imperialistyczny i antykomunistyczny, umyśliłem sobie (nie udało mi się to w poprzednim modelu F-102A, choć chciałem) że uzbroję go do misji samobójczej: w bombę termojądrową.
I tym razem musi się udać.
Model postanowiłem solidnie wzbogacić we wszelkie dodatki dostępne na rynku, trochę z lenistwa (nie chce mi się mozolnie samemu odtwarzać wyposażenia komór i wnęk), a trochę z ciekawości jak mi te żywice wyjdą.
Ok, dość wstępu, teraz prezentacja co zostanie użyte przy budowie modelu.
Model.
Pierwszy raz bawię się produktem Trumpetera i choć wiem, że to w sumie jest Hobby Boss, to jestem szczerze zaskoczony kapitalną jakością wyprasek i detalami.
Przykładowo: golenie podwozia mają odtworzone okablowanie w taki sposób, że chyba nie będzie sensu samemu kleić drucików.
Kapitalnie wygląda też fotel i sama kabina, cała reszta zresztą też. Znakomite detale oraz znakomita jakość części (zero nadlewek), jestem pod wrażeniem.
Oby spasowanie było jak u Hobby Bossa.
Brzydkie pudło:

Kadłub - samolot jest trochę dłuższy niż A-7E, powoli muszę zacząć myśleć gdzie stawiać te wszystkie modele...

Marniutkie (pod względem wyboru) uzbrojenie i zbiorniki paliwa. Zobaczymy, czy da się do tej bomby dołożyć zbiorniki i rakiety przeciwlotnicze.

Skrzydła. Super Sabre miał super skrzydła.

Silnik, drobiazgi, hamulec aero i inne bilety.

Pylony, pylony, pylony...

Szkło. Owiewka jest tak ładna, że aż jej nie wyjmuję z folii, bo mi znowu pęknie.

Dwie ogromne płachty kalkomanii (robią wrażenie) i jedna mała, do kabiny. Wszystko to na śmietnik, bo i tak ich nie użyję.

Dziś dostałem pocztą kalkomanie w malowaniu w jakim chciałem zrobić samolot, od Caracal Decals. Sęk w tym, że jest to malowanie maszyn Gwardii Narodowej, z dywizjonów które nigdy w Wietnamie nie były. Ot, ambaras... Na szczęście ponoć niedługo Caracal ma wydać kalkomanie wietnamskie do F-100, więc ewentualnie kupię te nowe. Jak nie, to będą te i już.
A same kalki są niezłe, dużo detali i napisów eksploatacyjnych, czyli tak jak lubię.

Teraz samo gęste: żywica.
Silnik, hamulec aerodynamiczny i to co mnie przeraża (bo trzeba będzie ciąć kadłub) czyli wnęki podwozia. Oj będzie pracy...

Drobiazgi: koła, sonda paliwowa i rurka Pitota.

Blaszki Eduarda: kabina, to co na zewnątrz i w sumie niepotrzebne mi - podwozie. Z tego ostatniego wykorzystam naprawdę niewiele.

No i wreszcie to co odebrałem na poczcie w piątek, crème de la crème mojego modelu: bomby termojądrowe.
Kupiłem trochę przez nieuwagę współczesne i nieco starsze bomby, wykorzystam oczywiście jedną z tych starszych. A reszta zostanie na przyszłość, może się wykorzysta.
Bombki wyglądają całkiem przyzwoicie, powinno dać się z nich zrobić ładne narzędzia zagłady.

Na początek zrobiłem kabinę.
Tak toto wyglądało przed malowaniem. Detale są fajne, aż szkoda było spiłowywać to wszystko pod blaszki.



A tak to wyszło w finale. Jestem całkiem zadowolony.
Trumpeter co prawda nie podał koloru samego kokpitu, więc na czuja wziąłem C073, jak w poprzednim modelu. Reszta malowania to naturalnie czarny mat C033, czerwień, khaki i green khaki Gunze.
Otarcia w okolicach HUDa wykonałem suchym pędzlem i SM07.
Całość zawashowałem delikatnie Dark Washem MIGa.
Idzie do mnie przesyłka, w której jest nowy specyfik Ammfo for Mig Jimmeneze - Crystal Glass, którą ponoć można zrobić fajne szkiełka w zegarach na tablicy. Jak dojdzie, to spróbuję poprawić samą tablicę z zegarami.
Acha, dodałem jeszcze przewód tlenowy i parę kabli z tyłu fotela, choć mało tam miejsca.
I chyba kabina gotowa.
Teraz wygląda to tak:





