Za niewielką ilość nieużywanych i niepomiętych bilonów otrzymujemy sporawe, typowe dla producenta pudełko. Estetyczny rysunek, lakierowany papier, te sprawy.

W środku są dwie osobno zafoliowane ramki z elementami zabawki politechnicznej, arkusz kalkomanii, blaszka fototrawiona, instrukcja i spora ilość darmowego powietrza.

Mój egzemplarz był bonusowy, bo ponieważ woreczek z kalkami i blaszką mam podwójny (tyle wygrać).

Same ramki (wypraski?) z częściami nie odbiegają na pierwszy rzut oka od innych ibegowych wypustów.


Oglądając modele tej firmy mam zawsze wrażenie że producent usilnie stara się zapełnić obszar ramki plastikiem. Czy to częściami, czy to ramkami wlewowymi. Miejscami jest tak gęsto że może to powodować trudności z bezstratnym wyciachaniem tychże elementów z wypraski.


Same zaś części prezentują się wcale ciekawie. Modelik jest całkiem fajnie zdetalizowany, wszystkie odlane na jego powierzchni cosie mają ostry filigranowy rysunek. Brawo!




Warto wspomnieć, że pojazd ma możliwość pootwierania drzwi i wyeksponowania wnętrza, nawet całkiem bogato wyposażonego.
Nieco słabszym elementem miniaturki są koła, o dość topornym rysunku bieżnika. Nie można jednak zapominać że to „siedemdwójka”. Jeśli komuś owe koła będą uwłaczać, może poprawić je własnym sumptem, szukając rozwiązania problemu, lub poczekać na ewentualne zestawy waloryzacyjne stosując tegoż problemu obejście.
Całość zestawu dopełniają kalkomanie wydrukowane jak zwykle przez Techmod oraz blaszka z chlapaczami, metalowym dynksem do jeżdżenia po błocie i jakimiś osłonami dyferencjałów. Ładne.

Instrukcja jest typowa do bólu, z szarymi renderami (ja nie lubię bo mało wyraźne), rysą historyczną i kolorowymi planszami ze schematami malowania. Te mamy dwa – jeden zielony, kanadyjski i jeden łaciaty polski. Co ciekawe, rysunek na pudełku pokazuje zupełnie inny, brytyjski. Mała hańba jak pewnie niektórzy okrzykną.




Reasumując, modelik bardzo ładny, możliwy do poskładania w parę godzin, uczciwie zdetalizowany, zwracający uwagę pokraczną sylwetką i co najważniejsze z plusem za polskie malowanie.
Polecam,
Żanet Kaleta.


