No i pora wrócić do PRAWDZIWEJ roboty

Zmeczon ostanio nieco wszelakim siejoncym śmierć żelastfem, postanowiłem zrobić coś co słuzy DOBRU. A nikt chyba nie zaprzeczy że świeża rybka to DOBRO

Bedzie to moje pierwsze starcie z modelem, w 100% drukowanym w 3D. Dotychczasowe moje potyczki z dodatkami produkowanymi w tej technologii pozostawiły u mnie mieszane uczucia. Armatki w Langleju były super, ale już welboty i kutry dostarczyły mi sporej ilości GOLGOTY i nie wiem czy bym sie ponownie zdecydował na ich użycie. Sama UTka jest w zasadzie powojenną kopią szkopskiej KAEFKI z drobnymi usprawnieniami. Pływało ich dużo i dłuuuugo, stąd można spokojnie uznać ten kuter za morski odpowiednik ZIŁA. Cokolwiek by człowiek nie wymyslił, znajdzie kuter który by to miał

Docelowo zakładam że UTka będzie na wodzie w trakcie jakiejś operacji dostarczającej ową dobrą rybkę na nasze stoły. Żeby nie było tak wesoło i radośnie nadmienię że tytułowy HEL-126 przepadł bez wieści wraz z całą załogą 8 lutego 1979 roku.
Co do samego modelu to nie mogę sie póki co przyczepić niczego. Wydrukowane jest to naprawdę ładnie. Na obłej części kadłuba było minimalnie widać słoje, ale 15 minut pracy z gombeczkom 3M rozwiązało sprawę. Sama żywica obrabia się bardzo przyjemnie i bezstresowo. Zostawiłem go na tej nodze, ponieważ poziomuje go ona i pozwala szybko i bezproblemowo wytrasowac linię wodną, a że wsadzę go w kisiel, wyprowadzenie idealnie kilu lata mi niskim kalafiorem

WIN-WIN.
To by było na tyle w kwestii otwierającej salwy.....