Polskie Drogi
Re: Polskie Drogi
O k...a to nie wiedziałem, że tak można, bo ja zawsze jadę do jakiegoś celu
.
Re: Motur vs balszak
Nie Kamilu, przepisy sa znane tylko nielicznej i wąskiej grupie osób którym chcial sie ich nauczyć. Obecnie system szkolenia w szkoach jazdy polega na przygotowaniu do zdania egzaminu. Aby o tym sie przekonac wystarczy wyjechac na ulice. Nie ważne, rowerzyści czy kierowcy nikt nie patrzy na znaki, nie wie jak zachowac się np. na rondzie etc. Jakiś czas temu zdjęli znaki w obrębie ścisłego centrum Krakowa, myślicie, że ktoś pamięta jeszcze co to reguła prawej strony?KFS-miniatures pisze:zacznijmy od tego, ze poza pewnie istniejacymi, ale nielicznymi przypadkami, przepisy są znane tylko tym rowerzystom, którzy mają prawo jazdy (pomijam fakt, ze ci ostatni tez nie zawsze wiedzę mają aktualną i pełną).Czarny pisze:Trl, może pewne przyzwolenie społeczne w śród rowerzystów do łamania przepisów?
- KFS-miniatures
- Posty: 6382
- Rejestracja: sob 23 cze 2012, 01:23
- Kontakt:
Re: Polskie Drogi
ja wiem. ale ja nie mam prawa jazdy :>
Re: Polskie Drogi
My tu śmichy chichy a nie wiem czy sobie zdajecie sprawę jak tablicę przyżądów widzą kobiety.


Re: Motur vs balszak
Owszem tak, wtargnąć nie wolno, pod nadjeżdżający pojazd ale gdy wszyscy stoją na jezdni i do tego rzekomo przed przejściem, bo jest zator, to wkraczający na pasy, w tym przypadku barbie na rowerku ma prawo zakładać, że się zmieści na tym przejściu i nic w nią nie walnie. No chyba, że inny pedalarz jak to piszesz, podjeżdża właśnie do tegoż przejścia dla pieszych i nagle zatrzymuje się na pasach, według Tomka przed nimi. Gdyby tak było, że stanął w sumie przed pasami, to barbie tak czy inaczej, nawet gdyby jego tam nie było i tak musiałaby w coś wyrżnąć, w tym przypadku w jakiś samochód, który stał po jego lewej stroniemac eyka pisze:Po prostu nie wolno wtargnąć na przejście i już.
Dlatego według mnie nie do końca jest to jednoznaczne i wydaje mi się, że jednak oboje zawinili, bo jak już pisałem, ona wjeżdżać na pasy nie powinna.
W to nie wątpię, też bym pewnie obstawał przy swoim w podobnej sytuacjiTomasz Mańkowski pisze: Sytuacja na mój gust jednoznaczna...
Ciekawostką jest jakby to zinterpretowała wezwana policja, bo mimo wszystko stać na pasach nie wolno, choćby jednym kołem. Obowiązkiem kierującego pojazdem jest ocenić sytuację właściwie, czyli tak, by na te pasy nie wjeżdżać.
Nie żebym bronił barbie, czy też w ogóle rowerzystów, też mam z nimi "na pieńku"
Można się oczywiście odwoływać, podobno olbrzymia masa spraw w sądzie grodzkim, jest wygrywana przez osoby "poszkodowane" orzeczoną przez policję niewłaściwą oceną wypadku/kolizji, bo jak sami rzeczoznawcy przyznają, policjanci błędnie interpretują przepisy, lub je nadinterpretują, a co gorsza, zdarzają się nawet przypadki niedouczenia.
...i traf tu na takiego, ja trafiłem.
- Tomasz Mańkowski
- Posty: 576
- Rejestracja: sob 23 cze 2012, 14:55
- Lokalizacja: na południe od Warszawy
- Kontakt:
Re: Polskie Drogi
Marder, sytuacja robi się coraz zabawniejsza - my już drugi dzień rozkminiamy czy była winna tylko "Barbie" czy też i "miastowemu" można coś zarzucić, a sami uczestnicy "wypadku" już na pewno dawno o całej sytuacji pozapominali...
Przecie "zbieranie ofiar" ograniczyło się do popodnoszenia rowerów i pewnie typowo polskiej "wymiany uprzejmości".
Bekę mieli jedynie kierowcy blaszanek ( "a to pedalarze sami się poprzewracali" ) choć pewnie i ku...ca ich z lekka brała, bo zaraz znowu jakiś typek będzie jechał po rondzie ( jak ja w chwili "wypadku" ) i oni "przeskoczyć" nie zdążą...
Przecie "zbieranie ofiar" ograniczyło się do popodnoszenia rowerów i pewnie typowo polskiej "wymiany uprzejmości".
Bekę mieli jedynie kierowcy blaszanek ( "a to pedalarze sami się poprzewracali" ) choć pewnie i ku...ca ich z lekka brała, bo zaraz znowu jakiś typek będzie jechał po rondzie ( jak ja w chwili "wypadku" ) i oni "przeskoczyć" nie zdążą...
Re: Polskie Drogi
Ok. spoko, kończymy.
Przedstawiłeś swoją wersję w której twierdziłeś, że wina według ciebie jest jej, ja się do tego odniosłem, ty zaś z Maćkiem znów się nie zgodziliście, więc pozwoliłem sobie pociągnąć to dalej, ale fakt, chyba bez sensu.
Tu mogłaby to rozstrzygnąć tylko policja
To tak a propos jeszcze zasady prawej ręki.
Na drogach osiedlowych, czy też olbrzymich parkingach pod marketami, choć nie ma żadnych znaków ona tam właśnie obowiązuje.
Więc jeśli jedziemy rzekomo "główną" aleją, a z prawej bocznej, według naszego mniemania podporządkowanej wyskakuje nam koleś, to żebyśmy się przypadkiem nie zdziwili, bo de facto gość ma pierwszeństwo. Raz, drugi nas przepuszczą a innym razem gość ruszy i się nam właduje. Zapewne wiele osób o tym wie, być może nie pamiętają, inni zapomnieli, albo z tym drogami tego przepisu nie utożsamiają.
Znajomy też tak myślał i gdy w jego mniemaniu z bocznej osiedlowej władował się w niego Żuk, nie wiele myśląc wezwał policję, choć kierowca Żuka chciał to załatwić polubownie. Tymczasem policja przyjechała i bez zastanowienia ku uciesze kierowcy Żuka wlepiła znajomemu mandat, punkty karne i wytłumaczyła koledze, że choć nie ma tu znaków, a on jechał rzekomo "główną" arterią, to niestety zasada prawej ręki obowiązuje i to on wymusił pierwszeństwo.
Nie było dyskusji.
Taka ciekawostka
Przedstawiłeś swoją wersję w której twierdziłeś, że wina według ciebie jest jej, ja się do tego odniosłem, ty zaś z Maćkiem znów się nie zgodziliście, więc pozwoliłem sobie pociągnąć to dalej, ale fakt, chyba bez sensu.
Tu mogłaby to rozstrzygnąć tylko policja
To tak a propos jeszcze zasady prawej ręki.
Na drogach osiedlowych, czy też olbrzymich parkingach pod marketami, choć nie ma żadnych znaków ona tam właśnie obowiązuje.
Więc jeśli jedziemy rzekomo "główną" aleją, a z prawej bocznej, według naszego mniemania podporządkowanej wyskakuje nam koleś, to żebyśmy się przypadkiem nie zdziwili, bo de facto gość ma pierwszeństwo. Raz, drugi nas przepuszczą a innym razem gość ruszy i się nam właduje. Zapewne wiele osób o tym wie, być może nie pamiętają, inni zapomnieli, albo z tym drogami tego przepisu nie utożsamiają.
Znajomy też tak myślał i gdy w jego mniemaniu z bocznej osiedlowej władował się w niego Żuk, nie wiele myśląc wezwał policję, choć kierowca Żuka chciał to załatwić polubownie. Tymczasem policja przyjechała i bez zastanowienia ku uciesze kierowcy Żuka wlepiła znajomemu mandat, punkty karne i wytłumaczyła koledze, że choć nie ma tu znaków, a on jechał rzekomo "główną" arterią, to niestety zasada prawej ręki obowiązuje i to on wymusił pierwszeństwo.
Nie było dyskusji.
Taka ciekawostka
Ostatnio zmieniony pt 28 wrz 2012, 10:25 przez Rafał B, łącznie zmieniany 1 raz.
Re: Polskie Drogi
No to na zakończenie kolejna opowiastka z bogatego życia dostawcy pizzy.
Kilka dni temu koleżance po fachu Yarisek z podporządkowanej wyskoczył. I było lekkie bęc. Ale bez wielkich konsekwencji dla "naszej dziewczyny"
Tojotka wyszła nieco gorzej bo jej się można by rzec lakierek z paznokci lekko zdarł.
Z Tojki wyskoczyły dwie kobitki postury kruchej, cery z lekka żółtawej i o oczętach skośnych nieco. Znaczy się "pięć smaków"
Anetka, znaczy się nasz skuterdrajwer standardowo za komóreczkę i na 112 dzwonić zamierza.
No bo taka procedura jest.
Jak te "na oćtro czy na śłodko" to zobaczyły to jedna z nich, pasażerka, w bloki z kapcia dała.
Kierownica Yariska rada nie rada zostać musiała.
Ale do naszej Anetki lekko koślawą mową wyskakuje, "Że policia to nie". Ona się do wszystkiego przyznaje. Jej wina, ona tu ma karteczkę i może zaraz intercyzę napisać, krwią podpisać, że to ona bęc zrobiła i jej wina.
No naszego, tak zwanego, lokalu blisko było tośmy wszystko widzieli.
Anetka motór oglądła.
Znaczy się nic się nie stało, Może troszkę plasticzek na błotniku się zeskrobał, ale głównie po oponce poszło i boczkach bolida.
No dobra, mówi. Pisz tą krwią, żeś bęc zrobiła.
Ta CiungCiung całkiem zgrabnie polszczyzną w piśmie władała więc wszystko spisali i już.
Sprawa po kościach się rozeszła bo co mamy ubezpieczycielowi zgłaszać. Że opona sie na Yarisce pobrudziła.
Ale bezcenna była mina tych "pieć smaków", no chyba w gatki nawet z lekka popuściła tak się spietrała. No bo w sukurs Anetce to myśmy z pizzerni wylegli co by sie jej krzywda za duża nie działa. Przeca jedyna kobitka u nas jest.
Kilka dni temu koleżance po fachu Yarisek z podporządkowanej wyskoczył. I było lekkie bęc. Ale bez wielkich konsekwencji dla "naszej dziewczyny"
Tojotka wyszła nieco gorzej bo jej się można by rzec lakierek z paznokci lekko zdarł.
Z Tojki wyskoczyły dwie kobitki postury kruchej, cery z lekka żółtawej i o oczętach skośnych nieco. Znaczy się "pięć smaków"
Anetka, znaczy się nasz skuterdrajwer standardowo za komóreczkę i na 112 dzwonić zamierza.
No bo taka procedura jest.
Jak te "na oćtro czy na śłodko" to zobaczyły to jedna z nich, pasażerka, w bloki z kapcia dała.
Kierownica Yariska rada nie rada zostać musiała.
Ale do naszej Anetki lekko koślawą mową wyskakuje, "Że policia to nie". Ona się do wszystkiego przyznaje. Jej wina, ona tu ma karteczkę i może zaraz intercyzę napisać, krwią podpisać, że to ona bęc zrobiła i jej wina.
No naszego, tak zwanego, lokalu blisko było tośmy wszystko widzieli.
Anetka motór oglądła.
Znaczy się nic się nie stało, Może troszkę plasticzek na błotniku się zeskrobał, ale głównie po oponce poszło i boczkach bolida.
No dobra, mówi. Pisz tą krwią, żeś bęc zrobiła.
Ta CiungCiung całkiem zgrabnie polszczyzną w piśmie władała więc wszystko spisali i już.
Sprawa po kościach się rozeszła bo co mamy ubezpieczycielowi zgłaszać. Że opona sie na Yarisce pobrudziła.
Ale bezcenna była mina tych "pieć smaków", no chyba w gatki nawet z lekka popuściła tak się spietrała. No bo w sukurs Anetce to myśmy z pizzerni wylegli co by sie jej krzywda za duża nie działa. Przeca jedyna kobitka u nas jest.
Re: Polskie Drogi
Wielki błąd!mac eyka pisze: Ta CiungCiung całkiem zgrabnie polszczyzną w piśmie władała więc wszystko spisali i już.
Należy zawsze wezwać Policję!
Teraz żółtaczki mogą jechać na Policję złożyć doniesienie z własną wersją i tłumaczeniem, że były w szoku. Były dwie więc mają przewagę świadka, na dodatek powiedzą, że napisały to co koleżanka podyktowała bo one języka nie znają.
Takich przypadków znam kilka osobiście. Nie wolno załatwiać sprawy poza Policją.
Re: Polskie Drogi
Po pierwsze całe zdarzenie miało miejsce blisko pizzerni więc przewaga w ludziach po naszej stronie była. "Pieć smaków" doskonale o tym wiedziała, bo raptem otoczyło ją kilka osób które zdarzenie widziały.tankmania pisze:Teraz żółtaczki mogą jechać na Policję złożyć doniesienie z własną wersją i tłumaczeniem, że były w szoku. Były dwie więc mają przewagę świadka, na dodatek powiedzą, że napisały to co koleżanka podyktowała bo one języka nie znają.
Po drugie ciumpangi wyraźnie policji sie bały, może miały nie teges z wizami na przykład.
Po trzecie jak kolega raz policję wezwał to miał załatwiania na jakieś 4 godziny.
Znaczy sie mało co zarobił tego dnia.
Nie opłaca się. W tego typu wypadkach same straty by były.


