Zabawka jest starą nieudolną miniaturą prawie Shermana z Tamiy, co to jest starsza ode mnie. Jeden z tych modeli co to się kiedyś tam kupiło, rozbabrało i odstawiło do szafy. W sam raz żeby w miarę szybko skończyć i nie psuć ładniejszych modeli nieudolnym malowaniem. W sumie poza Dingo sryngo to jeden z moich pierwszych modeli w łatki, więc nie spodziewam się po nim wodotrysków.
Żeby wartość modelarską zabawki powiększyć, zmieniłem koła jezdne z tamijowskich (zabawnie niepoprawnych) na dragonowskie, gąsienice na gumiane z Academy i do tego linę i lufę km-u z Eureki. Na bogato, a co se będę żałował.







